piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 30

Zayn


Moja mała tragedia. Amanda nie żyła. Starałem się odrzucić tę myśl, ale ona odeszła. Naprawdę odeszła. Uświadomiłem to sobie dopiero na pogrzebie. Przyszła spora grupka osób. Znajomi ze szkoły, nauczyciele. Stałem w pierwszym rzędzie, przyglądając się jak dziewczyna leży w trumnie. Była ubrana w piękną, białą suknie, wokół pełno róż. Wyglądała jak królewna Śnieżka, tyle że ona miała się już więcej nie obudzić. Byłem otępiały i nie rozumiałem co się dzieje.

Stella stała obok mnie cały czas. Uczepiła się mojego ramienia i płakała. Cóż… nikt z obecnych, oprócz dwójki przyjaciół Mandy, nie miał pojęcia, że tragedia dotknęła nas aż tak bardzo. Nigdy więcej miałem jej nie przytulić i poczuć smaku jej ust na swoich. To mnie dobijało.

Starałem się zachować pokerową twarz. Dobra mina do złej gry. Udawałem, że jest mi przykro z powodu śmierci uczennicy, gdy umierałem od środka. Ciągle powtarzałem w myślach „niedługo się spotkamy”. Nie wyobrażałem sobie przyszłości. Była moim szczęściem, moją przystanią. To cholerne uczucie, że nigdy więcej jej nie będzie. To był ostatni moment, gdy mogłem na nią popatrzeć. Miałem okazje się pożegnać, ale nie chciałem mówić ‘do widzenia’.


Dla mnie Mandy zawsze była gorącą dziewczyną, która skradła moje serce. Szukała miłości. Okazałem się jednym z największych dupków i frajerów, którzy chodzą po tej ziemi. Wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej, jednak nie dałem nam szansy. Pchnąłem ją w ramiona śmierci. Wyrzuty sumienia miały nigdy mnie już nie opuścić.

Zwolniłem się z pracy i ograniczyłem wszelkie kontakty z ludźmi. Zbyt wiele miejsc, osób i rzeczy przypominało mi o niej. Każdego wieczora upijałem się do nieprzytomności, aby nie myśleć o tym co się stało. To było straszne. Przechodziłem przez piekło. Nie mogłem pogodzić się ze stratą ukochanej. Tak, kochałem ją. Powtarzałem to ciągle w myślach. Mijały tygodnie, a ja wciąż odtwarzałem w głowie moment, gdy po raz ostatni ją przytulałem. Łzy same napływały mi do oczu. Nie wiedziałem czy płaczę ja, czy może wódka. Starałem się odsunąć od siebie wszystkich, by nikogo już nie krzywdzić…


Przełom w moim życiu nastąpił, gdy pewnego wieczora wybrałem się do ulubionego baru. Spotkałem tam Anta. Mój najlepszy przyjaciel, którego totalnie olałem. Owszem, skupiłem się na sobie, ale to nic nie dało.

- Użalasz się stary. – Anthony rzucił, zamawiając kolejkę.

Zagryzłem wargę i skinąłem głową. Użalałem się, miał rację. Jednak to pozwalało mi na chwilę wytchnienia. Gdybym odpuścił, prędzej popełniłbym samobójstwo.

- Będziesz długo cierpieć, ale to twoja kara.

- Przeczytałeś kilka książek z nudów czy co? – rzuciłem, a brunet się roześmiał.

Sam się uśmiechnąłem. Czarny humor, ale na nic lepszego nie było mnie stać. Nie potrafiłem z nim normalnie rozmawiać. Z własnym przyjacielem.


Anthony


Wyglądał źle i to bardzo. Zachowywał się jakby tyfus zabrał mu połowę rodziny, a druga połowa go wydziedziczyła. Jasne, laska zawróciła mu w głowie, ale odlał się na nią. Czego się spodziewał? Miałem pogłaskać go po główce i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Trochę się przeliczył. Nawet jeśli byliśmy przyjaciółmi, bardziej należał mu się solidny kop w dupsko. W sumie nie wiedziałem jak mu pomóc i jak go pocieszyć. Chciałem odzyskać starego Zayna.

- Wiesz… - przyjrzałem mu się uważnie, a ten skinął głową. – Może cię to zaboli, ale to twoja wina. Najpierw dałeś po dupie Camilli, potem Mandy.

Malik wzdrygnął się, gdy wypowiedziałem imię zmarłej dziewczyny. Wzruszyłem ramionami, nie wiedząc czy mogę kontynuować.

Ja pierdolę, ale bagno. Ewidentnie brakowało mu ruchańska. Każdy facet potrzebuje od czasu do czasu zamoczyć, a dałbym sobie rękę uciąć, że ten nie robił tego od dawna.

- Ruchać ci się chce. – bąknąłem, a jego oczy momentalnie się rozszerzyły.

- Co ty pierdolisz…

- Zwalasz sobie chociaż? – zmarszczyłem brwi, a on zrobił to samo.

Nigdy nie widziałem, by był tak skrępowany. Nie wiedział co powiedzieć. Kurwa, gdzie się podział tamten skurwysyn?

Nastała niezręczna cisza, podczas której zdążyłem domówić jeszcze kolejkę. Wypiliśmy ją z automatu. Alkoholu nigdy za wiele. Malik był totalnie zamknięty w sobie, a ja wiedziałem, że jedynym sposobem, aby się ogarnął był seks. Wyciągnąłem go dlatego na dyskotekę. Początkowo się zapierał, jednak po kilku kieliszkach przystał na moją propozycję. Uderzyliśmy w stronę klubu. Nieco musiałem mu pomóc. Obraliśmy cel; gadka, bajera. Nie był w swoim żywiole, ale za to ja nadrabiałem swoim intelektem i urokiem. Okej, o intelekcie za wiele tu nie powiem, ale wyrwałem dwie laski. Jedna dla mnie – bo dlaczego nie – druga miała zająć się Zaynem. Temu jakby język z mordy ktoś wyrwał. Ani me, ani be. Zastanawiałem się czy nie będę musiał interweniować i jechać razem z nimi, ale dziewczyna zaprosiła go do siebie. Każdy z nas miał więc zaplanowany wieczór.


Po kilku dniach frajer sam się odezwał. Zachowywał się już nieco normalniej. Wujek Ant prawdę powie – jak nie poruchasz to i nie pogadasz. Malik zaprosił mnie na mecz. Nie, to nie była randka tylko zwykły wypad dwóch kumpli. Całą drogę musiałem wyciągać od niego wszelkie szczegóły. Laska nie spełniła jego oczekiwań. Nie rozumiałem co z nim było nie tak. Wyglądała jak marzenie, więc nie miał na co narzekać. Mimo nagłego przypływu energii i tak brakowało w nim pewnej cząstki.

- Musze się czymś zająć, żeby przestać o tym myśleć. – wypalił nagle, wpatrzony tępo przed siebie.

Początkowo nie zrozumiałem i chciałem dać mu kolejny wykład w dziedzinie facet-baba-łóżko.

- Chcę wznowić działalność teatru. – wyjebał.

Dosłownie wyjebał! Tego się nie spodziewałem. Malik chciał wejść ze mną w spółkę. Oczywiście, gdybym był na jego miejscu, nie robiłbym tego. Legendy głoszą, że jestem najleniwszym ssakiem na tej planecie, ale czego się nie robi dla kumpla… Pora zakasać rękawy.

Zaczęliśmy od odmalowania rudery. Wyglądała jak poniemiecki cmentarz, więc trochę koloru i od razu wszystko nabrało życia. Nawet Zayn. Nie wiedziałem, że takie małe rzeczy mogą sprawić, że ktoś całkowicie zmieni swój styl bycia. No dobra, nie całkowicie. Ostro dawaliśmy w rurę podczas sprzątania, ale bez tego nie zdobyłbym się nawet na przyjechanie do tego całego teatru. Coś za coś. Skoro chociaż tyle mogłem zrobić, postanowiłem, że mu pomogę.

Od autorki:

Dziękuje osobie, która na moim asku przypomiała mi o Furious. W sumie nie zapomniałam o nim, ale nie miałam na nie czasu. Liczę się z tym, że wielu z Was przestało już je czytać, ale dla tych, którzy zostali hmmm... Wiele blogów ma coś w rodzaju aska, gdzie czytelnicy mogą 'porozmawiać' z bohaterami. Mam akurat wolne i się nudzę, więc pomyślałam, że można to wypróbować. Jeśli macie jakieś pytania, do któregokolwiek z bohaterów (niestety nie licząc Amandy) zapraszam na www.ask.fm/FuriousFF Wystarczy napisać imię bohatera i pytanie :) Zobaczymy czy to wypali, wtedy ask pozostanie do końca opowiadania.